image/svg+xml

Blog

,
09.03.2026
Analizy

Przegląd prasy od 03.03.2026 do 09.03.2026

header-blog-_21_.webp

Polski rynek nieruchomości wkroczył w 2026 rok z niezwykłą dynamiką, w której rekordowy popyt na kredyty zderza się z drastycznym spadkiem nowej podaży. Podczas gdy Polacy ruszyli do banków po niemal półmilionowe hipoteki, deweloperzy "przykręcili kurek" z nowymi inwestycjami, co w Warszawie wywindowało ceny do niebotycznego poziomu 20 tys. zł za metr.

W cieniu walki o własne M toczą się jednak batalie o sprawiedliwość w sądach i zmiany w prawie ochrony przyrody, a nad wszystkim unosi się widmo globalnych zawirowań gospodarczych. Czy to ostatni dzwonek na zakup przed erą "mieszkań w abonamencie" i paliwem po rekordowych cenach? Sprawdzamy najważniejsze trendy i dane, które kształtują portfele Polaków w tym kwartale.

Hipoteczny boom powraca! Polacy pożyczają rekordowe kwoty

Kto myślał, że rynek kredytów mieszkaniowych czeka stagnacja, ten był w wielkim błędzie. Najnowszy odczyt Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK) za luty 2026 roku pokazuje istny wystrzał optymizmu. Wartość zapytań kredytowych skoczyła o zawrotne 49 proc. rok do roku! Do banków ruszyły tłumy – o finansowanie własnego "M" (lub refinansowanie starych długów) wnioskowało blisko 44,5 tysiąca osób. To potężny, ponad 34-procentowy wzrost w stosunku do lutego ubiegłego roku.

Co napędza tę nagłą falę popytu? Złożyło się na to kilka kluczowych czynników: ubiegłoroczne cięcia stóp procentowych, realny wzrost wynagrodzeń Polaków oraz widoki na kolejne obniżki stóp. Dzięki wyższej zdolności kredytowej, kupujący sięgają po coraz większe pieniądze. Średnia kwota wnioskowanego kredytu przebiła historyczny sufit, osiągając pułap 497 tysięcy złotych. Jak zauważa główny analityk BIK, przekroczenie psychologicznej bariery pół miliona złotych to już tylko kwestia najbliższych miesięcy. Więcej informacji: tutaj

Koniec płacenia za "kreatywne" metry. Klienci ruszają do sądów, w tle miliony złotych!

Kupowanie "powietrza" i przestrzeni zajmowanej przez ściany działowe wreszcie spotyka się z twardym oporem nabywców. Jak donosi "Dziennik Gazeta Prawna", do warszawskiego sądu wpłynął właśnie czwarty, rekordowy pozew zbiorowy przeciwko deweloperom, opiewający na 7,6 mln zł. Łącznie w czterech pozwach (wymierzonych m.in. w Dom Development, Spravię i Victorię Dom) gra toczy się już o ponad 13 milionów złotych!

Źródłem konfliktu są inwestycje z pozwoleniami na budowę wydanymi przed wrześniem 2021 roku. Wtedy to deweloperzy mieli większą swobodę w interpretowaniu norm i nierzadko doliczali powierzchnię pod demontowalnymi ściankami do płatnego metrażu, aby sztucznie podbić ostateczną cenę lokalu. Przy dzisiejszych cenach transakcyjnych, gdzie 1 metr kwadratowy kosztuje średnio 16 tysięcy złotych, pomyłka lub celowe zawyżenie powierzchni o kilka metrów oznacza dla kupującego stratę rzędu kilkudziesięciu, a nawet ponad 200 tysięcy złotych. Choć nowelizacja ustawy deweloperskiej z 2026 r. ostatecznie zamyka tę lukę na przyszłość, klienci starszych inwestycji, rozochoceni precedensowym wyrokiem z końca 2024 roku, masowo domagają się sprawiedliwości. Więcej informacji: tutaj

Koniec polskiego snu o własności? Mieszkanie w abonamencie staje się faktem

Polska to wciąż europejski lider, jeśli chodzi o odsetek osób mieszkających "na swoim" – według Eurostatu aż 87 proc. z nas żyje we własnych czterech kątach. Jednak najnowszy raport "Living 2040" prognozuje powolny zmierzch tego modelu. Wysokie ceny nieruchomości i trudności z uzyskaniem kredytu sprawiają, że najem (szczególnie ten instytucjonalny, np. od funduszy PRS) z konieczności staje się normą. Z drugiej strony, dla wielu młodych ludzi to wręcz świadomy wybór stylu życia. Zamiast wiązać się 30-letnim kredytem, wolą elastyczność i model "mieszkania w subskrypcji", traktując lokal jak usługę, a nie życiowy majątek.

Eksperci przygotowali trzy scenariusze na rok 2040. Nawet w tym najbardziej zachowawczym (ostrożnym) odsetek właścicieli ma spaść do 80 proc. W wariancie najbardziej dynamicznym, w którym Polska zbliży się do modelu zachodnioeuropejskiego, zaledwie 55 proc. z nas będzie posiadać mieszkanie na własność. Pozostałe 45 proc. rynku przejmą wynajmujący prywatni oraz korporacje oferujące najem instytucjonalny. Własność nie zniknie, ale dla kolejnych pokoleń z pewnością przestanie być jedynym i domyślnym celem życiowym. Więcej informacji: tutaj

Zrujnowany budynek w firmie? I tak zapłacisz najwyższy podatek! NSA ucina złudzenia

Dla wielu przedsiębiorców posiadających w swoim portfelu stare, nieużywane lub wręcz zrujnowane budynki, najnowszy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) to bardzo zła wiadomość. Trwający od lat spór o to, czy sam fakt posiadania nieruchomości przez firmę oznacza automatycznie narzucenie najwyższej, "firmowej" stawki podatku od nieruchomości, doczekał się kolejnego twardego rozstrzygnięcia. Sąd orzekł wprost: fatalny stan techniczny budynku, który wręcz wyklucza jego użytkowanie, nie zwalnia przedsiębiorcy z płacenia najwyższego podatku.

Skąd tak surowe podejście? Sąd argumentuje to bezlitosną logiką biznesową i księgową. Jeśli spółka nie prowadzi innej aktywności niż działalność gospodarcza, to z czym innym miałaby być związana ta nieruchomość? Kluczowe dla fiskusa i sądów są twarde dowody księgowe: jeśli budynek jest wciągnięty do ewidencji środków trwałych, podlega amortyzacji i stanowi składnik majątku firmy, to znaczy, że służy biznesowi. Słynna furtka prawna w postaci "względów technicznych", która kiedyś pozwalała wyłączyć ruderę z najwyższego opodatkowania, zniknęła z ustawy i definitywnie przestała chronić portfele właścicieli. Więcej informacji: tutaj

Anomalia na rynku. Deweloperzy przykręcili kurek, a kupujący ruszyli na łowy

Luty 2026 roku przyniósł na rynku pierwotnym sytuację, jakiej nie widzieliśmy od dawna. W siedmiu największych polskich aglomeracjach doszło do potężnego rozjazdu między podażą a popytem. Deweloperzy wprowadzili do sprzedaży zaledwie 1,5 tysiąca nowych lokali, podczas gdy klienci kupili w tym samym czasie aż 4,3 tysiąca mieszkań!

To oznacza, że na rynek trafiło niemal trzy razy mniej lokali, niż z niego zniknęło. Skutek? Po wielu miesiącach stabilizacji, całkowita oferta deweloperska skurczyła się i spadła poniżej psychologicznego progu 60 tysięcy mieszkań. Choć eksperci Otodom studzą emocje i przypominają, że rynek wciąż pozostaje w ogólnej równowadze popytowo-podażowej (biorąc pod uwagę czas potrzebny na wyprzedanie oferty), to tak drastyczny spadek nowych inwestycji musi budzić czujność. Cenowo rynek wciąż pulsuje: Trójmiasto notuje dwucyfrowe wzrosty rok do roku, a do grona drożejących miast dołączył właśnie Poznań. Więcej informacji: tutaj

Uwaga właściciele działek! Od marca piły idą w odstawkę. Zaczyna się okres ochronny

Planujesz wiosenne porządki w ogrodzie i wycinkę drzew? Musisz uważać, bo właśnie zmieniły się zasady gry. Z dniem 1 marca 2026 r. rozpoczął się oficjalny okres lęgowy ptaków, który potrwa aż do 15 października. W tym czasie obowiązuje rygorystyczny zakaz niszczenia gniazd i siedlisk dzikich ptaków. Oznacza to, że nawet jeśli przepisy ogólne pozwalają Ci wyciąć cienkie drzewo bez zgłoszenia do gminy, obecność ptasiego gniazda bezwzględnie to blokuje.

Co do zasady, "na swoim" wciąż możesz ciąć bez formalności, o ile obwód pnia (mierzony na wysokości 5 cm) nie przekracza ustalonych limitów (np. 80 cm dla topoli, 50 cm dla większości gatunków) i nie robisz tego na cele biznesowe. Jednak w okresie od 1 marca do 15 października każdy ruch piłą to ryzyko złamania przepisów o ochronie przyrody. Jeśli na Twoim drzewie zadomowił się ptak, masz trzy wyjścia: zrezygnować z wycinki, przełożyć ją na późną jesień (po 15 października) lub postarać się o specjalne zezwolenie na odstępstwo od zakazu wydawane przez RDOŚ (Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska). Więcej informacji: tutaj

Znikające okazje i inwazja luksusu. Warszawa o krok od 20 tys. zł za metr

Jeśli Twoi klienci wciąż czekają na wysyp tanich mieszkań od deweloperów, czas uświadomić im nową rynkową rzeczywistość. Luty 2026 roku brutalnie pokazał, że deweloperzy w największych miastach stawiają na segment premium, wypłukując rynek z lokali w przystępnych cenach. Najlepiej widać to w Warszawie, gdzie średnia cena ofertowa zbliżyła się do psychologicznej granicy 20 tys. zł za metr kwadratowy. Winne są temu ekstremalnie drogie, luksusowe projekty (w tym inwestycja współtworzona przez Roberta Lewandowskiego, gdzie ceny sięgają ponad 80 tys. zł/mkw.), które drastycznie podbijają statystyki.

Podobny mechanizm wywindował ceny w Poznaniu powyżej bariery 14 tys. zł. Z kolei w miastach takich jak Łódź czy w aglomeracji śląskiej (Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia) sytuacja jest zgoła inna – tam ujawniła się wyraźna nadpodaż, co na Śląsku doprowadziło wręcz do spadku średniej ceny. To kluczowy moment dla kupujących w stolicach: zwlekanie z decyzją oznacza, że w puli zostają niemal wyłącznie apartamenty z wyższej półki cenowej. Więcej informacji: tutaj

Wiosenne przebudzenie odwołane? Rynek wtórny kurczy się pod presją deweloperów

Zazwyczaj luty to moment, w którym rynek mieszkań z drugiej ręki budzi się z zimowego snu, a portale pękają w szwach od nowych ogłoszeń. Rok 2026 łamie jednak ten schemat. Zamiast wiosennego ożywienia obserwujemy wyraźny spadek liczby dostępnych ofert. Dlaczego sprzedający nagle wcisnęli hamulec? Eksperci wskazują na rosnącą presję ze strony rynku pierwotnego. Potężna i szeroka oferta deweloperów skutecznie odciąga uwagę kupujących, zmuszając właścicieli starszych lokali do wstrzymania się ze sprzedażą.

Zgodnie z prawami ekonomii, kurcząca się podaż powinna błyskawicznie wywindować ceny w górę. Tym razem tak się jednak nie stało. Duża konkurencja wymusiła na rynku wtórnym stabilizację, a w niektórych aglomeracjach (takich jak Wrocław czy Kraków) wręcz wyraźne spadki stawek w ujęciu rocznym. Sprzedający muszą pogodzić się z faktem, że czasy dyktowania warunków minęły, a kluczem do udanej transakcji staje się dziś elastyczność cenowa i umiejętne konkurowanie z nowym budownictwem. Więcej informacji: tutaj

Widmo globalnej recesji. Ropa po 100 dolarów zablokuje światową gospodarkę?

Otwarty konflikt zbrojny na linii USA–Izrael–Iran to nie tylko dramat humanitarny i geopolityczny, ale również potężny wstrząs dla rynków finansowych. Eksperci biją na alarm: rynek ropy zbyt długo bagatelizował ryzyko na Bliskim Wschodzie. Uwagę całego świata przykuwa teraz Cieśnina Ormuz – wąskie gardło, przez które przepływa aż 1/3 światowego eksportu ropy naftowej drogą morską i 20 proc. gazu LNG.

Jeśli Iran zdecyduje się zablokować tę kluczową drogę wodną (wykorzystując swoje zapasy min i rakiet), światowe łańcuchy dostaw zostaną odcięte od strategicznych rezerw z krajów Zatoki Perskiej (Arabii Saudyjskiej, ZEA czy Kuwejtu). Jak oceniają analitycy amerykańscy, taki scenariusz to gwarancja gwałtownego skoku cen ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę i murowanej globalnej recesji. Szoki podażowe o takiej skali potrafią błyskawicznie przełożyć się na inflację we wszystkich sektorach gospodarki. Na polskim podwórku nastroje stara się jednak tonować Orlen, który oficjalnie uspokaja, że na ten moment nie widzi zagrożenia dla ciągłości swoich dostaw. Więcej informacji: tutaj

Chcesz być na bieżąco z rynkiem nieruchomości? Śledź nasz blog i profil homfi – co tydzień dostarczamy Ci najważniejszych informacji ułatwiających podejmowanie decyzji inwestycyjnych i zakupowych.

Read also: