image/svg+xml

Blog

,
30.03.2026
Analizy

Przegląd prasy od 24.03.2026 do 30.03.2026

header-blog-_90_.webp

Luty 2026 roku przynosi kres „wolnej amerykanki” na rynku najmu krótkoterminowego oraz przełom w rozliczaniu metrażu mieszkań, co w połączeniu z rekordowym boomem na hipoteki i pierwszą od lat obniżką cen domów jednorodzinnych, tworzy zupełnie nową rzeczywistość dla inwestorów i kupujących. Podczas gdy rządowe regulacje uderzają w szarą strefę i ukrócanie deweloperskich sztuczek, potężna przepaść cenowa między polskimi metropoliami a Polską powiatową obnaża brutalną prawdę o dostępności mieszkań. Zapraszamy do przeglądu najważniejszych wydarzeń tygodnia, które pokazują rynek nieruchomości w fazie głębokiej transformacji – od cyfrowej rewolucji po walkę o każdą złotówkę przy notarialnym stole.

Koniec wolnej amerykanki na Airbnb. Rząd bierze się za najem krótkoterminowy!

Nadciąga trzęsienie ziemi dla właścicieli zarabiających na wynajmie turystycznym. Ministerstwo Sportu i Turystyki kończy prace nad ustawą, która ma ucywilizować rynek i wyciągnąć z szarej strefy nawet 60% nieopodatkowanych biznesów. Zgodnie z nowymi przepisami (wdrażającymi unijną dyrektywę STR), każdy lokal przeznaczony na wynajem do 30 dni będzie musiał trafić do centralnego rejestru. Bez nadanego numeru rejestracyjnego nie wystawisz już oferty na popularnych portalach rezerwacyjnych, a same platformy zostaną zmuszone do twardego raportowania wszystkich Twoich transakcji wprost do organów państwa.

Podczas gdy rząd mówi o "ewolucji", branża bije na alarm, ostrzegając przed paraliżującym przeregulowaniem. Przedstawiciele stowarzyszeń wynajmujących wskazują, że niejasne i rygorystyczne wymogi techniczne oraz przeciwpożarowe mogą w praktyce zlikwidować wiele biznesów i agroturystyk. Z kolei strona społeczna wytyka, że projekt całkowicie ignoruje to, jak apartamenty na doby pompują ceny zwykłych mieszkań w dużych miastach. Rząd na razie uspokaja, że kary (choć surowe, bo do 50 tys. zł) i ewentualne strefy zakazu najmu będą wprowadzane stopniowo, dając rynkowi czas na dostosowanie się do nowych realiów. Więcej informacji: tutaj

Historyczny moment! Domy jednorodzinne wreszcie tanieją, a działki uciekają w kosmos

Podczas gdy ceny mieszkań i gruntów budowlanych biją kolejne rekordy, rynek domów jednorodzinnych w końcówce 2025 roku przyniósł długo wyczekiwane ochłodzenie. Z najnowszych danych transakcyjnych z aktów notarialnych wynika, że w IV kwartale w większości największych polskich miast (m.in. w Poznaniu, Wrocławiu czy Lublinie) ceny wreszcie drgnęły w dół – i to po raz pierwszy od trzech lat! Co więcej, w Krakowie i Gdańsku to pierwsze obniżki od czasów sprzed pandemii COVID-19 (od 2019 r.). To wyraźny sygnał, że kupujący doszli do ściany i nie są już w stanie akceptować dalszych, drastycznych podwyżek w tym segmencie.

Zanim jednak otworzymy szampana, warto spojrzeć na te spadki w szerszym kontekście. Choć w ujęciu kwartalnym (k/k) notujemy obniżki rzędu 0,5–1,2%, to w perspektywie całego roku (r/r) domy nadal są droższe o kilka procent. Na mapie Polski mamy też dwa wyjątki: Warszawę, gdzie średnia cena transakcyjna powoli dobija do 12 000 zł/mkw., oraz Łódź, która po raz pierwszy w historii przebiła barierę 8000 zł/mkw. Mimo wszystko twarde dane pokazują jedno: dzisiaj to właśnie rynek gotowych domów oferuje największe pole do udanych negocjacji cenowych, zwłaszcza że alternatywa – czyli zakup ekstremalnie drogiej działki i samodzielna budowa – staje się luksusem dla nielicznych. Więcej informacji: tutaj

Hipoteczny boom powraca! Polacy ruszyli po kredyty, padają kolejne rekordy

Wygląda na to, że rynek kredytów mieszkaniowych obudził się z zimowego snu z potężnym hukiem. Najnowsze dane BIK za luty 2026 roku pokazują absolutny wystrzał formy: banki udzieliły aż o 54,1% więcej hipotek niż rok wcześniej, a łączna wartość lutowej sprzedaży przekroczyła zawrotną kwotę 10,6 mld zł. Skąd to nagłe ożywienie? Główny analityk BIK wskazuje na rosnącą zdolność kredytową Polaków, napędzaną obniżkami stóp procentowych oraz realnym wzrostem wynagrodzeń. Co ciekawe, rynek napędzają nie tylko nowe zakupy (80% akcji kredytowej), ale też potężna fala refinansowania starych zobowiązań (20%), dzięki której klienci masowo "uciekają" na bezpieczniejsze, okresowo stałe stopy procentowe.

Optymizm konsumentów i grubsze portfele widać nie tylko w hipotekach. Polacy coraz śmielej sięgają po pożyczki na dowolny cel, bijąc kolejne historyczne rekordy. W lutym średnia wartość nowo udzielonego kredytu gotówkowego przekroczyła 29 tysięcy złotych, a eksperci wieszczą, że lada moment pęknie psychologiczna bariera 30 tysięcy. Choć chętniej bierzemy też szybkie kredyty ratalne (wzrost liczby o prawie 28% rok do roku), to w tym segmencie pożyczamy jednorazowo mniejsze kwoty (średnio nieco ponad 2 tys. zł). Wniosek jest prosty: wraca apetyt na duże wydatki i inwestycje, a banki znów chętnie otwierają sejfy. Więcej informacji: tutaj

Przepaść na polskim rynku. W jednym mieście kupisz pięć mieszkań za cenę jednego!

Kiedy myślimy o cenach nieruchomości w Polsce, zazwyczaj skupiamy się na gorączce w Warszawie czy Krakowie. Najnowszy raport GetHome.pl, oparty na szerokich danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), obnaża jednak szokującą, niemal pięciokrotną przepaść między najdroższymi a najtańszymi rynkami w kraju. Na absolutnym szczycie luksusu i drożyzny znajduje się Sopot, gdzie za metr kwadratowy trzeba zapłacić średnio 19 849 zł. Na przeciwległym biegunie leży Bytom, w którym ten sam metr kwadratowy kosztuje zaledwie 4 032 zł. To dobitnie pokazuje, że o ile w jednych regionach własne "M" staje się dobrem luksusowym, w innych wciąż pozostaje w zasięgu ręki dla osób z mniejszym kapitałem.

Zestawienie GUS przynosi więcej niespodzianek. Wśród najdroższych lokalizacji, obok wielkich metropolii (Warszawa – 15,8 tys. zł, Kraków – 13,7 tys. zł), królują kurorty turystyczne, takie jak Świnoujście czy Zakopane, napędzane popytem inwestycyjnym. Z kolei bezpieczną przystanią dla poszukiwaczy tanich mieszkań są miasta na prawach powiatu ulokowane głównie na południu Polski – m.in. Jastrzębie-Zdrój, Wałbrzych czy Piekary Śląskie, gdzie ceny oscylują w granicach 4-5 tys. zł za metr. Eksperci uczulają jednak na jeden haczyk analityczny: dane GUS dla rynku deweloperskiego opierają się na finalnych aktach przeniesienia własności. Oznacza to, że widoczne w statystykach kwoty często odzwierciedlają ceny z umów deweloperskich zawartych nawet rok lub dwa lata wcześniej. Więcej informacji: tutaj

"Wuzetki" pod ostrzałem, branża deweloperska bije na alarm!

Brak planów zagospodarowania przestrzennego i ogromny deficyt gruntów w największych polskich miastach sprawiają, że deweloperzy toczą morderczą walkę o każdą wolną działkę. Głównym orężem w tej walce są decyzje o warunkach zabudowy (tzw. "wuzetki"). Obecnie normą jest, że inwestorzy kolekcjonują po kilkanaście takich decyzji, próbując za pomocą sprytnych architektów wycisnąć z działki jak najwięcej PUM-u (Powierzchni Użytkowej Mieszkalnej) – różnice w projektach potrafią sięgać nawet 33%! Nowelizacja ustawy, forsowana m.in. przez Związek Miast Polskich, ma ukrócić ten chaos. Od stycznia 2027 r. wuzetkę będzie mógł uzyskać wyłącznie podmiot posiadający prawo do dysponowania nieruchomością na cele budowlane. Eksperci branżowi tacy jak Michał Kubicki (KIG) ostrzegają jednak, że zmiana ta, zamiast uprościć system, może wywołać wielki bałagan prawny, jeśli właściciele gruntów zaczną wydawać takie zgody wielu różnym podmiotom jednocześnie.

To nie koniec legislacyjnych trzęsień ziemi dla rynku nieruchomości. Samorządy (skupione w Unii Metropolii Polskich) lobbują za tym, aby zakaz wydzielania własności lokali w budynkach zamieszkania zbiorowego objął również inwestycje będące w trakcie budowy (wymóg uzyskania pozwolenia na użytkowanie przed 1 stycznia 2027 r., a nie tylko pozwolenia na budowę). Zdaniem Kubickiego to "katastrofa" i uderzenie w prawa nabyte inwestorów. Równolegle rząd zapowiada utworzenie Centralnej Ewidencji Mieszkań, co branża odbiera jako bezpośrednie preludium do nałożenia podatku od pustostanów. Więcej informacji: tutaj

Koniec płacenia za ściany! Ważny wyrok i nowe prawo trzęsą rynkiem deweloperskim

Spór o to, czy kupujący mieszkanie powinien płacić za metry kwadratowe ukryte pod wewnętrznymi ściankami działowymi, rozgrzewa rynek do czerwoności. Ostatnio w Sądzie Okręgowym dla Warszawy-Pragi zapadł głośny wyrok, w którym to deweloper zatriumfował nad klientem. Sąd uznał, że skoro nabywca podpisał umowę z jednoznacznie określoną ceną i jasnymi zasadami (opartymi na starych przepisach), to w pełni je zaakceptował. Choć deweloperzy mogą świętować tę wygraną, to ich radość będzie raczej krótkotrwała. Wyrok dotyczy bowiem starych umów, zawieranych w czasach, gdy przepisy pozwalały na sporą dowolność w obliczaniu powierzchni.

Dla wszystkich nowych transakcji zasady gry diametralnie się zmieniły. 13 lutego 2026 roku weszła w życie długo wyczekiwana nowelizacja ustawy deweloperskiej, która ostatecznie ukróciła ten proceder. Zgodnie z nowym prawem, powierzchnia użytkowa musi być liczona według rygorystycznej Polskiej Normy (PN-ISO 9836), która kategorycznie wyklucza doliczanie przestrzeni pod ścianami do płatnego metrażu. To ogromna ulga dla kupujących – przy obecnych, kosmicznych cenach (gdzie w Warszawie metr kwadratowy kosztuje średnio 17 tys. zł), przepłacenie nawet za ułamek metra to strata grubych tysięcy. Tymczasem w sądach wciąż toczą się potężne pozwy zbiorowe "starych" klientów przeciwko gigantom (m.in. Dom Development, Spravia, Victoria Dom) na łączną kwotę ponad 13 milionów złotych! Więcej informacji: tutaj

Luka czynszowa w Polsce maleje, ale polityka państwa to wciąż wielka porażka

Choć w ciągu ostatniej dekady sytuacja mieszkaniowa Polaków uległa zauważalnej poprawie, nie mamy powodów do otwierania szampana. Z najnowszych badań wynika, że luka czynszowa – czyli odsetek gospodarstw domowych żyjących w przeludnieniu lub wydających na mieszkanie ponad 40% swoich dochodów – spadła z niemal 44% w 2010 roku do ok. 33% w roku 2020. Ten spadek to jednak zasługa wolnego rynku i demografii (wzrostu podaży mieszkań, bogacenia się społeczeństwa i większej liczby par bez dzieci), a nie skutecznych działań rządu. Na tle Europy wciąż wypadamy fatalnie. Średnia unijna to zaledwie 22,7%, a od Polski gorzej radzi sobie tylko pięć państw członkowskich.

Raport bezlitośnie obnaża też patologie państwowej polityki mieszkaniowej. System wsparcia komunalnego jest nie tylko mikroskopijny (korzysta z niego niecałe 5% gospodarstw), ale przede wszystkim skrajnie nieefektywny i niesprawiedliwy. Podczas gdy aż 64% samotnych rodziców i 61% rodzin wielodzietnych gnieździ się w nieadekwatnych warunkach, co piąte mieszkanie gminne zajmują osoby, które bez problemu poradziłyby sobie na wolnym rynku. Co gorsza, co dziewiąty lokal komunalny zamieszkują osoby z najbogatszego kwintyla społeczeństwa, a około 10% takich mieszkań jest po prostu nielegalnie podnajmowanych. To twardy dowód na to, że pomoc państwa omija tych, którzy jej realnie potrzebują. Więcej informacji: tutaj

Chcesz być na bieżąco z rynkiem nieruchomości? Śledź nasz blog i profil homfi – co tydzień dostarczamy Ci najważniejszych informacji ułatwiających podejmowanie decyzji inwestycyjnych i zakupowych.

Przeczytaj także: