Lutowe dane rynkowe przynoszą serię paradoksów. Choć najnowsze dane GUS studzą optymizm – budowy zwalniają, a koszty wykonawstwa drastycznie rosną – Polska niespodziewanie wyrasta na inwestycyjną gwiazdę Europy, wyprzedzając w rankingach Berlin i Paryż.
W dzisiejszym zestawieniu sprawdzamy, dlaczego na obiecaną falę mieszkań wciąż czekamy i jak nowe prawo o obowiązkowych mediacjach zmieni spory budowlane. Analizujemy też, czy ucieczka na przedmieścia to wciąż realna oszczędność oraz przypominamy o twardych zasadach miru domowego, których złamanie grozi właścicielom więzieniem. Zapraszamy na konkretny przegląd faktów.
Zimowy chłód na budowach. Na wysyp mieszkań z czasów "Bezpiecznego Kredytu" jeszcze poczekamy
Najnowsze dane GUS za styczeń 2026 roku zdecydowanie ostudziły optymizm na rynku nieruchomości. Wszelkie kluczowe wskaźniki – od rozpoczętych budów, przez pozwolenia, aż po lokale oddane do użytku – świecą na czerwono. Liczba nowo rozpoczynanych inwestycji zaliczyła najsłabszy wynik od stycznia 2023 roku (spadek o 29% r/r), na co wpływ ma nie tylko mroźna aura zniechęcająca do wbijania pierwszej łopaty, ale też ostrożność deweloperów i inwestorów indywidualnych.
Kiedy zatem na rynek trafi lawina mieszkań, których budowę masowo uruchamiano w odpowiedzi na boom wywołany programem "Bezpieczny Kredyt 2 proc."? Jak zauważa Katarzyna Kuniewicz z Otodom, nie nastąpi to tak szybko, jak zakładano. Z powodu późniejszego rynkowego spowolnienia czas trwania budów uległ wydłużeniu. W efekcie spodziewana fala gotowych, nowych mieszkań zasili statystyki GUS dopiero w drugiej połowie 2026 roku. Na razie rynek tkwi w "zamrażarce" – aż 30% ze styczniowych pozwoleń na budowę odłożono na później. Więcej informacji: tutaj
Coraz drożej na budowach. Tyle dewelopera kosztuje wybudowanie metra kwadratowego
Ceny mieszkań na rynku rosną, ale warto spojrzeć również na to, co dzieje się po stronie kosztów ponoszonych przez samych deweloperów. Najnowszy komunikat GUS nie pozostawia złudzeń – budowanie jest coraz droższe. W IV kwartale 2025 roku przeciętny nakład inwestycyjny na wybudowanie jednego metra kwadratowego powierzchni użytkowej w nowym budynku wielorodzinnym wyniósł 7933 zł.
To wyraźny skok zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym. Jeszcze pod koniec 2024 roku wybudowanie tego samego metra kosztowało niewiele ponad 7,1 tys. zł. Warto pamiętać, że wskaźnik ten obrazuje czyste koszty (nakłady) poniesione do momentu zakończenia budowy, uśrednione dla całego kraju. To twardy fundament, do którego deweloperzy doliczają następnie koszty zakupu gruntu, finansowania, marketingu oraz swoją marżę, co ostatecznie kształtuje ceny, które widzimy w ofertach. Więcej informacji: tutaj
Rewolucja w sądach. Koniec z ciągnącymi się latami sporami budowlanymi?
Od 1 marca 2026 roku wchodzi w życie nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego (KPC), która może całkowicie odmienić oblicze konfliktów na rynku nieruchomości i budownictwa. Zgodnie z nowym dodanym przepisem (art. 458 3a), pierwszym obowiązkowym krokiem w każdym sporze budowlanym będą mediacje. Sąd będzie miał obowiązek skierować na nie zwaśnione strony jeszcze przed posiedzeniem przygotowawczym lub pierwszą rozprawą.
Dlaczego ustawodawca sięga po tak radykalny krok? Matematyka biznesowa jest tutaj bezlitosna. Obecnie w sądach cywilnych i gospodarczych na prawomocny wyrok w dwóch instancjach czeka się nawet 5 lat, a koszty opinii biegłych rzeczoznawców w skomplikowanych sprawach infrastrukturalnych potrafią sięgać astronomicznych 400 tysięcy złotych! Mediacja to z kolei szansa na rozwiązanie problemu w zaledwie 3 miesiące. Nowy przepis ma niejako "wymusić" zmianę mentalności i przełamać opór pełnomocników prawnych, którzy dotychczas rzadko doradzali klientom tę formę rozwiązywania konfliktów. Więcej informacji: tutaj
Moje mieszkanie, ale wejść nie mogę?
Twarde zasady miru domowego Wielu wynajmujących wciąż żyje w błędnym przekonaniu, że akt własności lokalu to przepustka do otwierania go własnym kluczem w dowolnym momencie. Prawo mówi jednak zupełnie co innego. W momencie podpisania umowy najmu, właściciel przekazuje lokatorowi prawo do tzw. miru domowego. Oznacza to, że niezapowiedziane wizyty, "wpadanie" pod nieobecność najemcy czy kontrolowanie porządku bez zgody lokatora to czyny niezgodne z prawem. Co więcej, za wdzieranie się do własnego, ale wynajętego mieszkania grozi odpowiedzialność karna (nawet do roku pozbawienia wolności z art. 193 Kodeksu karnego).
Czy właściciel jest zatem całkowicie bezradny? Nie. Prawo dopuszcza wejście do mieszkania bez zgody lokatora, ale tylko w sytuacjach skrajnych – tzw. poważnych awariach grożących szkodą (np. pęknięta rura, ulatniający się gaz). Nawet wtedy jednak, jeśli najemcy nie ma w domu lub odmawia on otwarcia drzwi, właściciel nie może wejść sam. Musi to zrobić w obowiązkowej asyście Policji, straży miejskiej lub straży pożarnej, a następnie zabezpieczyć lokal i spisać protokół. Wszelkie inne przeglądy czy naprawy wymagają bezwzględnie wcześniejszego ustalenia terminu z mieszkańcem. Więcej informacji: tutaj
Złote czasy rentierów za nami. Gotówka woli bezpieczne lokaty niż beton
Jeśli ktoś czeka na powrót inwestycyjnego eldorado z lat 2020–2021, musi uzbroić się w cierpliwość. Z najnowszego raportu PKO BP wynika jasno: rynek mieszkań kupowanych w celach inwestycyjnych stracił swój impet. Powód jest prosty – matematyka. W czasach niemal zerowych stóp procentowych nieruchomości były jedyną bezpieczną przystanią przed inflacją. Dziś, przy wysokim koszcie pieniądza, bezpieczne obligacje skarbowe i lokaty bankowe oferują na tyle atrakcyjne zyski, że kupowanie mieszkania pod wynajem po prostu opłaca się słabiej.
Oprócz ekonomii, inwestorów mrozi też polityka. Nieustanne dyskusje o wprowadzeniu podatku katastralnego czy dodatkowych opłatach od kolejnych mieszkań drastycznie podnoszą ryzyko takich inwestycji. Sytuacja jest o tyle fascynująca, że na kontach Polaków leży gigantyczny uśpiony kapitał – nadwyżka depozytów nad kredytami to ponad 500 mld złotych! Kiedy te pieniądze znów popłyną szerokim strumieniem w nieruchomości? Eksperci wskazują, że nastąpi to dopiero wtedy, gdy realne zyski z bezpiecznych instrumentów finansowych spadną w okolice zera. Więcej informacji: tutaj
Ucieczka z drogiego centrum. Przedmieścia kuszą, ale też drożeją
Dylemat "mniejsze w mieście czy większe pod miastem" w 2026 roku staje się coraz bardziej palący. Jak pokazują dane portalu RynekPierwotny.pl, wyprowadzka zaledwie kilkanaście kilometrów za rogatki największych metropolii pozwala obniżyć cenę zakupu nowego mieszkania nawet o 1/3. Dla przykładu, średnia cena dwupokojowego mieszkania w Warszawie to obecnie ok. 798 tys. zł, podczas gdy w miejscowościach "obwarzanka" to ok. 560 tys. zł. Za zaoszczędzone 240 tys. zł młode rodziny często mogą zafundować sobie dodatkowy pokój lub nawet mały segment z ogródkiem.
Jednak przedmieścia nie zasypiają gruszek w popiele – popyt robi swoje. W niemal wszystkich aglomeracjach (z wyjątkiem Trójmiasta) ceny w lokalizacjach podmiejskich rosły w 2025 r. szybciej niż w samych miastach. Skrajnym przypadkiem jest Łódź, gdzie deweloperzy mocno ograniczyli podaż pod miastem, co przy dużym popycie wywindowało średnią cenę metra na przedmieściach aż o 13 proc. Mimo to, dla osób z budżetem ograniczonym do 500 tys. zł, to właśnie okolice Warszawy, Krakowa i Trójmiasta oferują dziś największy i najbardziej realny wybór mieszkań. Więcej informacji: tutaj
Mit mieszkania "bezczynszowego". Za co i tak będziesz musiał zapłacić?
Słowo "bezczynszowe" w ogłoszeniach o sprzedaży nieruchomości często działa jak magnes, sugerując życie wolne od comiesięcznych haraczy na rzecz spółdzielni czy wspólnoty. W rzeczywistości to jednak sprytny zabieg marketingowy. Mieszkanie bezczynszowe oznacza jedynie brak zryczałtowanej opłaty za administrację. Cała reszta kosztów – od wywozu śmieci, przez prąd na klatce schodowej, aż po fundusz remontowy – i tak spada na barki właściciela. Różnica polega na tym, że w modelu bezczynszowym płacimy te rachunki samodzielnie i często... wyższe, bo koszty naprawy dachu czy elewacji w kameralnym budynku rozkładają się na zaledwie kilku, a nie kilkudziesięciu sąsiadów.
Kluczową kwestią jest tu zarządzanie ryzykiem. W bloku z czynszem (gdzie opłaty rzędu 1000-1200 zł za 50 mkw. to dziś norma) zrzucasz z siebie odpowiedzialność. Płacisz zaliczki na poczet ogrzewania czy remontów i nie martwisz się o organizację przeglądów technicznych. W lokalu bezczynszowym (często ogrzewanym własnym piecem gazowym) zyskujesz niezależność i kontrolę nad zużyciem, ale musisz być gotowy na nagłe, jednorazowe wydatki rzędu kilku tysięcy złotych, gdy np. zepsuje się kocioł lub zacznie przeciekać dach. Więcej informacji: tutaj
Polska na inwestycyjnym podium Europy! Warszawa deklasuje Berlin i Paryż
Polska wyrasta na prawdziwą potęgę w oczach globalnego kapitału. Z najnowszego badania CBRE „European Investor Intentions Survey 2026” wynika, że pod względem oczekiwanych zwrotów z inwestycji nasz kraj zajął zaszczytne, trzecie miejsce na Starym Kontynencie – ustępując jedynie Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Prawdziwą gwiazdą zestawienia jest jednak Warszawa, która awansowała na historyczną, trzecią pozycję wśród najbardziej pożądanych miast, zostawiając w tyle tradycyjne zachodnie potęgi, takie jak Paryż czy Berlin.
Co przyciąga inwestorów do naszego regionu? Przede wszystkim pragmatyzm. Aż 58 proc. graczy z Europy Środkowo-Wschodniej planuje zwiększyć zakupy w 2026 roku, kuszeni niższymi kosztami zadłużenia, wciąż atrakcyjnymi cenami wejścia oraz... kurczącą się podażą nowych projektów deweloperskich. Bezwzględnym królem polowania na rynku pozostaje "mieszkaniówka". Sektor mieszkaniowy zdeklasował niegdysiejszych liderów (biura i logistykę), stając się głównym celem dla wielkiego kapitału szukającego bezpiecznej i zyskownej przystani. Więcej informacji: tutaj
Chcesz być na bieżąco z rynkiem nieruchomości? Śledź nasz blog i profil homfi – co tydzień dostarczamy Ci najważniejszych informacji ułatwiających podejmowanie decyzji inwestycyjnych i zakupowych.
